Czy bycie z kimś nie oznacza, że ta osoba jest dla nas najważniejsza?
Najważniejsza w każdej możliwej chwili? I czy to, że jest najważniejsza nie oznacza, że nie powinno być jej przykro z naszego powodu?A jeśli chce się zrobić coś, co dla ukochanej osoby jest przykre, nie na miejscu lub po prostu się jej nie podoba, czyż nie powinno się z tego dla niej\niego zrezygnować..? Lub na spokojnie porozmawiać z nią\nim, zapytać co jest w tym złego i dać swoje argumenty?Tak powinno chyba być.
Jeśli komuś nie przeszkadza fakt, że robi coś, co nie podoba się jego ukochanej osobie, a jednak nie rezygnuje z tego, to czyż stwierdzenie "Jesteś dla mnie najważniejsza\y" nie wydaje się być pustymi słowami...?
Jeśli mimo próśb ktoś dalej chce zrobić coś, czego wg ukochanej\go nie powinien, pojawiają się nerwy, a wraz z nimi przestaje się panować nad tym w jaki sposób i w jakiej formie przedstawia się kontrargumenty.I robi się kłótnia, oczywiście niepotrzebna.
Kłótnia, którą powinno się jak najszybciej rozwiązać, jeśli nie chce się być oschłym i obojętnym dla ukochanej\go. Jednak jeśli jedna strona nie chce rozwiązywać tego od razu tylko woli tkwić w tym kilka dni przez co muszą rozmawiać oschle, co powinna uczynić druga strona...?Jak powinna sie zachować?Prosic o spotkanie czy też tak samo jak partner, zignorować to i odstawić na drugi plan?
Wszystko wisi na włosku...
Prawda boli.Poświęcenie wkurza.Szczerość rani.Wypominanie irytuje.
Związki to nic łatwego....póki jest dobrze - miodzio, ale jak zacznie się coś pierdzielić to dramat....
W sumie dziwne, że jeszcze nie płaczę.W ogóle dawno już nie płakałam.Dziwne.
Jestem na drugim semestrze studiów.Cud.
Coraz więcej problemów w domu.
Chyba tyle w sumie....
Dobranoc.
Problemy są straszne.Gdy przypomni sięsobie o nich w całkiem dobry dzień to można wszystko zepsuć....w jednym momencie x/
Cholernie niezręcznie jest, gdy ktoś oferuje swoją pomoc widząc nasze problemy.Nie chcę tak....chcę, żeby to się wreszcie skończyło x/ Chcę sama jakoś zaradzić tym problemom.Bezradność dobija jeszcze bardziej....znowu te cholerne łzy....a dopiero mi się humor poprawił...
Witam w nowym roku.Troszkę późno, ale ok.
Wydarzyło się trochę przez ten czas.
M. in. zaczęłam się uczyć.Częściowo mi ta nauka wychodzi, powoli, ale coś idzie do przodu.Poprawiłam anatomię, teraz bardziej boję się chemii....
Poza tym, jeżeli o zmianny idzie to zaszło ich kilka we mnie.Częściowo z własnej, częściowo z czyjejś woli i na czyjeś żądanie, czy może życzenie, nie wiem.
W sumie to nawet dość dużo się zmieniłam.Zobaczymy czy tak będzie lepiej, narazie nie narzekamy.
Ciekawe czy przedję tę sesję....
Pzdr.
Dlaczego świat jest taki dziwny...dlaczego jeżeli na początku coś jest dobre, miłe i przyjemne to nie może zostać takie już na zawsze?Dlaczego związki na początku układają się idealnie, a z czasem, gdy kobieta i mężczyzna przyzwyczajają się do siebie, coraz więcej rzeczy zaczyna im w sobie wzajemnie przeszkadzać...?Coraz częściej pojawiają się kłótnie, smutek, mimo, że na początku wydawało się, że te osoby idealnie do siebie pasowały...?Po jakimś czasie gdy jeszcze zależy i wciąż chce się zawiązek utrzymać ludzie są skorzy do poświęceń i zmieniania się dla ukochanych.Jednak co później? Jeżeli mimo zmian wciąż pojawiają się nowe problemy, ludzie mają coraz mniej siły na walkę o własne szczęście, coraz mniej im zależy, aż w końcu poddają się i wybierają samotność, często mimo woli drugiej osoby, której wciąż zależy.
Strasznie to wszystko trudne.
Należę do tych osób, którym zależy i które chcą się zmienić dla dobra związku.Czy to dobry wybór, okaże się później.
Dobranoc.
Dużo się wydarzyło.
Przerażające na świecie jest to, że trzeba dużo czasu i wysiłku żeby powstało coś nowego , nowe istnienie, a z taką łatwością można potem to istnienie bezpowrotnie zniszczyć....W ułamku sekundy tysiące stworzeń traci życie.Pozostaje pustka, ból i tęsknota.Niestety nie można nic zrobić, trzeba pogodzić się z tym i nauczyć się żyć dalej.
Na studiach wciąż źle.Zobaczymy jak będzie.
Studia.Na ch*j mi były te studia x/ Cztery kolokwia juz do poprawy x/ Czytam jedno i to samo trzy dni, a i tak ciula pamietam x/ Jak mnie wywala to w domu bedzie sajgon.Nie chcę zawieźć rodziny i osób, którym zależy żebym te studia skończyła ;( Ale jak do tej pory moje nastawienie jest tragiczne ;( Nie potrafię się w ogóle skupić na tym co czytam.po przeczytaniu jednego zdania już go nie pamiętam....Dramat ;(
W dodatku idzie zima....wizja dojazdów na wieczorne wykłady w mrozy mnie przeraża....
Poświęcam dla kogoś swój czas i swoje zajęcia.Robię to dla Niego, nie dla siebie.Po to żeby widział i wiedział, że mi zależy.Wszystko jest ok jeżeli wiem, że to docenia.Jeżeli widzę wdzięczność i słyszę szczere "Dziękuję".Tyle wystarczy żebym wiedziała, że to wszystko nie idzie na marne.Myślę, że on postępowałby podobnie.Chyba.Pewna nie jestem.Kwestia rozsądku.....ten jednak podpowiada różnie.
Czas pokaże.Może kiedyś zamienimy się rolami.....